Domena i hosting — co naprawdę musisz mieć i ile to kosztuje
To dwa najczęściej mylone pojęcia w całej branży — i jednocześnie jedyne stałe koszty, jakie zostają po Twojej stronie po wykonaniu strony. Warto wiedzieć, za co się płaci.
Czytaj dalejSEO
Wczoraj firma była na pierwszej stronie, dziś nie ma jej nigdzie. W ogromnej większości przypadków to nie kara od Google, tylko jeden przełącznik ustawiony nie tam, gdzie trzeba.
Wszystkie wpisyW skrócie
Najczęstszą przyczyną nagłego zniknięcia strony z Google jest błąd techniczny, a nie kara. Zwykle winne są: znacznik noindex zostawiony po pracach nad stroną, blokada w robots.txt, błędny adres kanoniczny, rozjazd wersji www i bez www albo brak przekierowań po zmianie adresów.
Punkt wyjścia to zawsze Google Search Console — narzędzie „Sprawdzenie adresu URL” mówi wprost, czy Google widzi stronę, czy ją zaindeksował i co go ewentualnie zatrzymało.
Zanim zaczniesz cokolwiek naprawiać, ustal fakty. Wpisz w Google site:twojadomena.pl — zobaczysz, które podstrony wyszukiwarka w ogóle ma w indeksie. Jeśli wyników jest zero, problem dotyczy całej witryny. Jeśli brakuje tylko kilku adresów, sprawa jest węższa.
Uwaga na najczęstszy fałszywy alarm: spadek z pozycji trzeciej na dwunastą to nie jest zniknięcie z Google, tylko zmiana pozycji. To zupełnie inny problem i inne przyczyny — zwykle po prostu ruch konkurencji albo aktualizacja algorytmu.
To zdecydowanie najczęstszy powód. W trakcie budowy albo przebudowy strony wstawia się znacznik, który mówi wyszukiwarkom: nie indeksuj tego. Ma sens, dopóki strona nie jest gotowa. Problem zaczyna się wtedy, gdy po publikacji nikt go nie zdejmie.
Efekt jest opóźniony i przez to mylący: strona działa, klienci ją widzą, wszystko wygląda normalnie — a Google przez kilka tygodni po cichu usuwa kolejne podstrony z indeksu. Sprawdzenie zajmuje chwilę: w kodzie strony nie powinno być znacznika robots z wartością noindex.
Plik robots.txt leży pod adresem twojadomena.pl/robots.txt i mówi robotom, gdzie mogą wchodzić. Jedna linijka z regułą blokującą cały serwis potrafi odciąć wyszukiwarkę od wszystkiego.
Ten plik też bywa zostawiony w wersji z okresu budowy. Warto go po prostu otworzyć w przeglądarce i przeczytać — jest krótki i pisany zwykłym tekstem, więc nie trzeba znać się na kodzie, żeby zauważyć regułę zakazującą wstępu.
Adres kanoniczny to informacja dla Google: „ta treść ma swój właściwy adres i jest nim ten”. Służy do porządkowania duplikatów. Jeśli jednak wskazuje na zły adres — na przykład wszystkie podstrony wskazują na stronę główną albo na adres testowy, który już nie istnieje — Google posłusznie usuwa je z wyników.
To błąd, który wyjątkowo trudno zauważyć gołym okiem, bo strona wygląda i działa bez zarzutu. Widać go dopiero w kodzie albo w Search Console, w raporcie indeksowania.
Dla Google adresy z przedrostkiem www i bez niego to dwie różne strony. To samo dotyczy wersji http i https. W sumie daje to cztery możliwe warianty tego samego adresu.
Poprawnie skonfigurowana strona wybiera jeden wariant jako główny i przekierowuje na niego pozostałe. Gdy tego zabraknie — albo gdy konfiguracja zmieni się przy przenosinach na inny serwer — historia strony w wyszukiwarce potrafi rozjechać się na dwie połowy, a ta, którą znało Google, przestaje odpowiadać.
To scenariusz, który najczęściej wychodzi po migracji hostingu albo po zmianie dostawcy DNS, gdy przekierowanie ustawione lata temu po prostu przestaje istnieć.
Przy przebudowie strony adresy podstron często się zmieniają. Jeśli stary adres przestaje działać i nikt nie ustawi przekierowania na nowy, Google traci wszystko, co wiedziało o tej podstronie — łącznie z jej pozycją.
Dlatego przy każdej przebudowie warto najpierw spisać listę wszystkich dotychczasowych adresów, a dopiero potem projektować nową strukturę. Przekierowanie stary adres → nowy adres kosztuje pięć minut, a odzyskiwanie pozycji bez niego trwa miesiącami.
Sprawdzaj po kolei, od najczęstszych przyczyn: Search Console i sprawdzenie adresu URL, potem noindex w kodzie, potem robots.txt, potem canonical, potem przekierowania www i https, a dopiero na końcu rzeczy egzotyczne. W tej kolejności zdecydowana większość przypadków rozwiązuje się w pierwszych dwóch krokach.
I rzecz najważniejsza dla spokoju ducha: po naprawie strona nie wraca do wyników natychmiast. Google musi ją ponownie odwiedzić i przetworzyć, co zwykle zajmuje od kilku dni do kilku tygodni. Zgłoszenie adresu do ponownego zaindeksowania w Search Console ten proces przyspiesza, ale go nie zastępuje.
Twoja kolej
Napisz kilka słów o swojej firmie — odpowiem w ciągu 24 godzin z bezpłatną wyceną.
Napisz do mnie