Piszę o rzeczach, o które klienci pytają mnie najczęściej — pozycjonowaniu, wizytówce Google, szybkości strony i tym, co przygotować przed startem projektu. Bez marketingowego bełkotu i bez sprzedawania czegokolwiek między wierszami.
Dla lokalnej firmy wizytówka w Google potrafi przynosić więcej telefonów niż sama strona internetowa. Problem w tym, że większość wizytówek jest wypełniona w połowie — a resztę załatwia konkurencja.
Wczoraj firma była na pierwszej stronie, dziś nie ma jej nigdzie. W ogromnej większości przypadków to nie kara od Google, tylko jeden przełącznik ustawiony nie tam, gdzie trzeba.
To dwa najczęściej mylone pojęcia w całej branży — i jednocześnie jedyne stałe koszty, jakie zostają po Twojej stronie po wykonaniu strony. Warto wiedzieć, za co się płaci.
To pytanie słyszę częściej niż jakiekolwiek inne. Odpowiedź nie brzmi „oczywiście, że tak” — bo są firmy, którym strona realnie nie jest potrzebna. Ale są też takie, które tracą przez jej brak codziennie.
Piszę strony ręcznie, więc masz pełne prawo podejść do tego tekstu nieufnie. Dlatego od razu: są sytuacje, w których WordPress jest lepszym wyborem i uczciwie mówię o tym klientom.
Jedni obiecują stronę w 24 godziny, inni mówią o trzech miesiącach. Obie liczby potrafią być prawdziwe — zależy, co dokładnie mieści się w słowie „strona”.
Najtrudniejszy tekst świata to trzy akapity o własnej firmie. Nie dlatego, że brakuje słów — tylko dlatego, że wszystkie brzmią jak z ulotki, której nikt nie czyta.